|
Blog > Komentarze do wpisu
Z pamiętnika ex-pracownika
Waldek mówi spooooko
rzecz zdarzyła się wczoraj u mnie w pracy. dział windykacji, pokój Waldka i Asi. siedzimy z kolegą Waldemarem i debatujemy sobie merytorycznie, pochyleni romantycznie nad jego biurkiem wyścielonym papierzyskami typu instrukcje. ze skroni bucha profesjonalna para, praca jak zwykle w takich ściemnionych historiach wre, u nas dodatkowo podgrzewana żarem złośliwego jak Alexis z "Dynastii" nieba. lecz po nas tego nie widać. jesteśmy jak Ateńczycy w ateńskim metrze - zero potu na posągowych przodowniczych skroniach. do tego trybiki naszych intelektów symbiotycznie się zazębiają, jesteśmy nastrojeni megakreatywnie do kwestii problemu związanego z zamieszaniem wokół statusów windykacyjnych. podsuwamy sobie rozwiązania jakby to były afrodyzjaki jakieś, ostrygi albo krewetki, przytakujemy, powątpiewamy, pocieramy podbródki, stukamy długopisami w blat... i długo mógłbym jeszcze tak za przeproszeniem pierdzieć elegancko wypindrzonym alfabetem co się ciągnie w zdania jak ta lala, jak suknia z wycięciem na plecach po czerwonym dywanie w mekce limuzyn i fleszy - Cannes, więc zamiast o tej sukni i obcasie, a najlepiej obcasach dziewcząt z reklam Freshmakera - przejdę od razu do sedna tej parapamiętnikarskiej broń boże ściemy. do pokoju wchodzi Ania. Ania jest nowa i trochę stremowana. z tej swojej nowości przebiera czym się tylko da: nogami, oczami, pociera udem o udo - na szczęscie albo ją swędzi. zdaje się, że patrzy w nasze przystojne gęby, ale ona celuje spojrzeniem dokładnie między nas, ani we mnie, ani w Waldka, tylko w sfalowanie żaluzji gdzieś za naszymi plecami ,a jest w tym uczciwa jak bezpańska święta, bezstronna jak biblijny Salomon. i tu się okazuje, że Ania lubi czasem zaskoczyć kolegów pytaniem, gdy pyta po prostu: "macie młotek?" hmm.. nie patrzymy z Waldkiem na siebie. "to nie mój pokój, nie wiem" - myślę. "zaraz Ci dam młotek" - mówi Waldek, bo to pokój Waldka. tym samym Waldek imponuje mi uniwersalnością gabinetowego inwentarza - o ile mówi prawdę i nie ściemnia dziewczyny, której tylko młotka trzeba i zaraz sobie pójdzie. pójdzie w jakieś manualne tango na gwoździe i wysyczane przez zęby "ała, kurwa, ałaaaaa". pójdzie sobie zrobić ała, przy odrobinie farta coś tam sobie przybije, ale pójdzie, a my puścimy za nią psy gończe naszych świdrująco-śliniących się ślepi, jak się tylko odwróci, a potem będzie zamykać drzwi i przytrzaśnie nam wszystkie ogony na raz. "zaraz... zaraz Ci dam" - Waldek wie co mówi, tu pośpiech nie jest wskazany, niech sobie dziewczyna chwilę popatrzy na starą kadrę, pochyloną w zajętości swojej nad problemem nie byle piórkowej wagi. niech sobie nas poogląda w tym transie naszym powszednim. niech sobie... ale w tym samym momencie Ania próbuje się odwrócić nieco, żeby przeczekać to bliżej nieokreślone "zaraz" bardziej profilem niż en face do nas, i prawie jej się to udaje, lecz się zamachuje przy tym bardzo prozaicznym ćwierćpiruecie w taki sposób, że łychą swojej swawolącej w powietrzu dłoni zrzuca, stojący na biurku nieobecnej Asi, stos plastikowych półek z dokumentami. półek było pięć (po pozbieraniu z wykładziny będą już tylko trzy). przy okazji papierowy mikrokosmos umów, paragrafów i oświadczeń w jednej chwili daje dyla we wszystkich kierunkach naraz. no to kanał. Ania: - sorry - cholera sorry - o kurw... - no nie, pozbieram, sorry naprawdę no cóż, trzeba zareagować. ja: milczę, "make love not war" dumam sobie, jestem młodszy, bliżej, więc zaczynam pomagać, pochylam się, żeby powyglądać trochę jak robotnik na polu ryżowym, przy tym jestem jej trzecią i czwartą ręką,...na co Waldek tylko rzuca okiem, a raczej łypie spod okularów i na tym swoim totalnym czterdziestoparoletnim luzie zwraca się do nas kojąco jakby to sam balsam, najlepiej "pomorski" przemówił ludzkim głosem, i w te słowa rzecze: "spooooko.... potraktujcie to jak przygodę" no i cześć. i cała naprzód. czwartek, 14 września 2006, wojtekbala
|
|