RSS
piątek, 29 września 2006
sen przez wielkie YOŁ (Prime Yoł)

ostatnio czytam sporo polskiej prasy i dosyć często relaksuję się przy polskim hip-hopie (heheheh, po tym mnie poznacie na wszystkich portalach randkowych:). nie musiałem długo czekać, żeby mi się to ładnie zmiksowało w postaci snu, a mianowicie...

śniło mi się dzisiaj, że mieszkam w dużym, zabytkowym domu z dwojgiem starszych ludzi. oczywiście w ogóle mnie to nie dziwi. akcja zaczyna się w salonie. siedzę w fotelu, czytam gazetę, na drugim fotelu starszy pan również coś czyta (wdzianka mamy oczywiście lordowskie).
kolejny kadr: z innego pokoju (komnaty właściwie, hehe) woła nas starsza pani (jego żona?). idziemy zajrzeć o co chodzi. chodzi o ducha. starsza pani (stoi przy drzwiach z łapką na muchy):

"no zobaczcie, wszystko zamykam, drzwi, okna.. a oni i tak przychodzą"

rzeczywiście. widzę jak na ramie obrazu w salonie siedzi jak na huśtawce pewien zacny jegomość. siedzi w milczeniu. pełna powaga. powinienem się wystraszyć, ale wiem że to normalne (przecież mieszkam tu od zawsze). wiem, że zaraz temu zaradzą, więc czuję sie zbędny, stąd jak dobrze ułożony panicz mówię grzecznie:

"to ja pójdę się juz połozyć"

po czym sunę schodami do góry (schody są kalką schodów z domu Scarlet z "Przeminęło z wiatrem" - pamiętacie ostatnią scenę?). i tu się dopiero zaczyna... wchodzę do swojego pokoju i widzę, że ktoś przygotowuje mi posłanie (lokaj?).
tylko , że ten lokaj to nie kto inny, tylko sam Jarek Kaczyński, hehehe, serio. oczywiście wciąż mnie to nie dziwi. w tym samym momencie (jest ciemna noc) za oknami słychać przejeżdżający samochód z hip-hopem odkręconym na full. dźwięk przybliża się, po czym oddala (pewnie chłopaki wracali z dyskoteki). na to Jarek odwraca się do mnie i mówi przymilającym , przesłodzonym głosem:

"spoko, ja też czasem lubię posłuchać Pezeta" (już wiem czego słuchali Jacek i Placek!!!)

na co ja nagle pochmurnieję zupełnie irracjonalnie (bo niby co w tym złego, że lubi), złość we mnie wzbiera(zaraz zacznę tupać nogą) i odpowiadam mu opryskliwie:

"... I TAK CI NIE WIERZĘ.."


CIĘCIE. FINE.


serio. rano brzuch mnie bolał ze śmiechu :)
14:46, wojtekbala
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 września 2006
"Dlatego poezja migowa jest nieprzetłumaczalna na język foniczny. Może stanie się nam bliższa, gdy bardziej rozpowszechni się pismo języków wizualno-przestrzennych, tak zwany signwriting. Dzięki niemu daje się notować gesty tak samo jak figury w tańcu. Już teraz w Internecie można znaleźć wiersze migowe zapisywane w tym systemie".

Źródło: http://www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2132&Itemid=51
01:37, wojtekbala
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 września 2006
przejrzałem prasę.

Bunt dziennikarzy w poznańskim Radiu Merkury


Poznańska rozgłośnia Radio Merkury ma od paru dni w zarządzie 31-letniego Krzysztofa Musiałka, byłego pracownika magazynu słodyczy i sympatyka LPR. Poparcie do radia dał mu inny zwolennik LPR zasiadający w radzie nadzorczej stacji - na co dzień dyrektor... stajni. Musiałek nie ukrywa swoich ambicji. Jedną z rozmów z pracownikiem radia zaczął tak: - Chcę mieć wpływ na audycje kulturalne i muzyczne.


''Czerwona lista'' wrogów LPR


Słupski LPR przygotował dla Pomorskiego Kuratorium Oświaty tzw. czerwoną listę. Są na niej podejrzani o sympatie dla SLD lub krewni działaczy lewicy. Pójdą na bruk. Podobne listy powstaną w całym kraju. Obejmą instytucje podległe ministrom edukacji i gospodarki morskiej.


- Koszą na oślep, nie sprawdzając, czy ktoś naprawdę jest tym "wstrętnym komuchem" - mówi Jan Sieńko, szef SLD w Słupsku. - Będą mieli posady dla swoich. To zwykłe "Teraz K.... My".

- Jak oni rządzili, robili tak samo - odpiera Strąk. - Niech teraz nie płaczą.


źródło: www.gazeta.pl


PRZEJRZAłEM PRASę ZUPEłNIE NIEPOTRZEBNIE. I JESTEM TERAZ JAKIś ZNIENACKA PODKURWIONY. TEż NIEPOTRZEBNIE.


PUSZCZę SOBIE JAMALA - TO MI PRZEJDZIE.

00:30, wojtekbala
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 września 2006
Z pamiętnika ex-pracownika
Waldek mówi spooooko

rzecz zdarzyła się wczoraj u mnie w pracy. dział windykacji, pokój Waldka i Asi. siedzimy z kolegą Waldemarem i debatujemy sobie merytorycznie, pochyleni romantycznie nad jego biurkiem wyścielonym papierzyskami typu instrukcje. ze skroni bucha profesjonalna para, praca jak zwykle w takich ściemnionych historiach wre, u nas dodatkowo podgrzewana żarem złośliwego jak Alexis z "Dynastii" nieba. lecz po nas tego nie widać. jesteśmy jak Ateńczycy w ateńskim metrze - zero potu na posągowych przodowniczych skroniach. do tego trybiki naszych intelektów symbiotycznie się zazębiają, jesteśmy nastrojeni megakreatywnie do kwestii problemu związanego z zamieszaniem wokół statusów windykacyjnych. podsuwamy sobie rozwiązania jakby to były afrodyzjaki jakieś, ostrygi albo krewetki, przytakujemy, powątpiewamy, pocieramy podbródki, stukamy długopisami w blat... i długo mógłbym jeszcze tak za przeproszeniem pierdzieć elegancko wypindrzonym alfabetem co się ciągnie w zdania jak ta lala, jak suknia z wycięciem na plecach po czerwonym dywanie w mekce limuzyn i fleszy - Cannes, więc zamiast o tej sukni i obcasie, a najlepiej obcasach dziewcząt z reklam  Freshmakera - przejdę od razu do sedna tej parapamiętnikarskiej broń boże ściemy.

do pokoju wchodzi Ania. Ania jest nowa i trochę stremowana. z tej swojej nowości przebiera czym się tylko da: nogami, oczami, pociera udem o udo - na szczęscie albo ją swędzi. zdaje się, że patrzy w nasze przystojne gęby, ale ona celuje spojrzeniem dokładnie między nas, ani we mnie, ani w Waldka, tylko w sfalowanie żaluzji gdzieś za naszymi plecami ,a jest w tym uczciwa jak bezpańska święta, bezstronna jak biblijny Salomon. i tu się okazuje, że Ania lubi czasem zaskoczyć kolegów pytaniem, gdy pyta po prostu:

"macie młotek?"

hmm.. nie patrzymy z Waldkiem na siebie. "to nie mój pokój, nie wiem" - myślę. "zaraz Ci dam młotek" - mówi Waldek, bo to pokój Waldka. tym samym Waldek imponuje mi uniwersalnością gabinetowego inwentarza - o ile mówi prawdę i nie ściemnia dziewczyny, której tylko młotka trzeba i zaraz sobie pójdzie. pójdzie w jakieś manualne tango na gwoździe i wysyczane przez zęby "ała, kurwa, ałaaaaa". pójdzie sobie zrobić ała, przy odrobinie farta coś tam sobie przybije, ale pójdzie, a my puścimy za nią psy gończe naszych świdrująco-śliniących się ślepi, jak się tylko odwróci, a potem będzie zamykać drzwi i przytrzaśnie nam wszystkie ogony na raz.

"zaraz... zaraz Ci dam" - Waldek wie co mówi, tu pośpiech nie jest wskazany, niech sobie dziewczyna chwilę popatrzy na starą kadrę, pochyloną w zajętości swojej nad problemem nie byle piórkowej wagi. niech sobie nas poogląda w tym transie naszym powszednim. niech sobie...

ale w tym samym momencie Ania próbuje się odwrócić nieco, żeby przeczekać to bliżej nieokreślone "zaraz" bardziej profilem niż en face do nas, i prawie jej się to udaje, lecz się zamachuje przy tym bardzo prozaicznym ćwierćpiruecie w taki sposób, że łychą swojej swawolącej w powietrzu dłoni zrzuca, stojący na biurku nieobecnej Asi, stos plastikowych półek z dokumentami. półek było pięć (po pozbieraniu z wykładziny będą już tylko trzy).  przy okazji papierowy mikrokosmos umów, paragrafów i oświadczeń w jednej chwili daje dyla we wszystkich kierunkach naraz. no to kanał.

Ania:

- sorry
- cholera sorry
- o kurw...
- no nie, pozbieram, sorry naprawdę

no cóż, trzeba zareagować.

ja:

milczę, "make love not war" dumam sobie, jestem młodszy, bliżej, więc zaczynam pomagać, pochylam się, żeby powyglądać trochę jak robotnik na polu ryżowym, przy tym jestem jej trzecią i czwartą ręką,...na co Waldek tylko rzuca okiem, a raczej łypie spod okularów i na tym swoim totalnym czterdziestoparoletnim luzie zwraca się do nas kojąco jakby to sam balsam, najlepiej "pomorski" przemówił ludzkim głosem, i w te słowa rzecze:

"spooooko.... potraktujcie to jak przygodę"

no i cześć. i cała naprzód.
02:59, wojtekbala
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 maja 2006
dzisiaj serwujemy wiersz Jasia Kapeli:

Proste słowa na trudne czasy


Gdy przeczytałem, że Kain powiedział do swojego brata:
Chodź na pole. A dalej wiadomo.
To pomyślałem, że ktoś tu oglądał za dużo Tarantino.

Po skończonej robocie pewnie myślał sobie:
Choć jestem postacią biblijną nie znaczy, że muszę być pipą.
Ja bym tak pomyślał.

Lecz dziś myślę, że Kain miał rację. Przecież przetrwa
tylko forma. Tylu było morderców, dresiarzy,
a wszyscy pamiętamy Kaina.

I pewnie jeszcze pomyślał, że to będzie nie fair,
jeśli nie stanie po stronie słabszych. A co
by o tym nie myśleć, nie jest to strona Boga.

Teraz, gdy mam wątpliwości,
gdy nie wiem co robić. Mówię sobie:
Chodź na pole. I idę.
00:16, wojtekbala
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 kwietnia 2006
od razu widać, że nie był bity i dostawał regularne kieszonkowe


Okładka Zulczyka

"Dawid to 25-letni student prawa, w którego życiu nie może już wydarzyć się nic więcej. Wszystko jest ustalone. Poślubi jakąś koleżankę Swojej Byłej Kobiety. Ojciec podżyruje mu kredyt mieszkaniowy. Pójdzie do pracy. Spłodzi potomka. Po czterdziestu latach umrze. Ten scenariusz jednak rozpada się na kawałki, gdy spotyka uzależnioną od gier video piętnastolatkę, zakochuje się w niej i... postanawia ją porwać. "Zrób mi jakąś krzywdę" to łamiąca serce historia drogi, w którą zaplątani są świadkowie Jehowy, polscy aktorzy porno, detektywi - paranoicy i nieletni anarchiści. Książka, która robi to, co wszystkie dobre książki - każe ci się na zmianę śmiać i płakać. A Jakub Żulczyk (ur. 1983) jest lepszy od twojego ulubionego pisarza. Otwórz, przeczytaj i przyznaj rację."

Źródło: http://lampa.art.pl/

Fragmenty książki na http://jakubzulczyk.ownlog.com/

00:43, wojtekbala
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 kwietnia 2006
esy karesy, a ja nie wiem co odpisać


Ja
22:43:00
hej, tu bala
Ja 22:44:23
dostałem dzisiaj świetną kartkę, z jednej strony było napisane "piękny, tajemniczy, inteligentny", a na odwrocie "is that you?", he he


22:50, wojtekbala
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 kwietnia 2006
balajlama XXL

gdyby mnie zahipnotyzowć milczałbym albo tylko bym świszczał jak przeciąg. jak ktoś komu wystarczy jedynie powietrze. jedynie i niepowtarzalnie. kto jest na powietrze nanizanym koralikiem.

albo zagrałbym w twister po trzykropkach, które zostały po Waszej obecności. pomimo tego, że to zupełnie inna cza cza.

przyjaciele.

czytajcie na głos - to poprawia dykcję.




01:48, wojtekbala
Link Komentarze (1) »
środa, 05 kwietnia 2006
"prawie robi różnicę"

na fotoblogu poety Jasia znalazłem prawie basistę Grzesia. 




Żródło: http://najlepsza-impreza-w-miescie.blogspot.com/
00:21, wojtekbala
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 kwietnia 2006
kibolski żal

"Pippo"! Ty pipo !!!


23:58, wojtekbala
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5